muzyka alternatywna i okolice
Blog > Komentarze do wpisu

NOSTALGIA, czyli ile można

Nieopatrznie, podczas pisania ostatniej notki, obudziłem NOSTALGIĘ. NOSTALGIA to potężna siła, po której nie wiadomo czego się spodziewać. Czasami porywa do działania, ale znacznie częściej sprowadza gnuśność i apatię.

Krytycy muzyczni (zwłaszcza polscy) wiecznie czują na plecach smutne sapanie NOSTALGII. Nic dziwnego, bo kiedyś faktycznie było lepiej. Lata dziewięćdziesiąte były najlepszym okresem w polskiej muzyce. Festiwale nie zdążyły się zdziwczyć. W szczytowej formie byli Budka Suflera, Perfekt, T.love (kto pamięta Szwagierkolaskę?). Potem giganci przestali tańczyć (ze starości) i została pusta scena.

Wkroczyła na nią NOSTALGIA. Bez problemu znalazła miejsce wśród oderwanych od próbujących zatrzymać czas mediów. Potem wydała na świat radio Złote Przeboje, zabrała Niedźwieckiego Trójce i wciąż sieje apatię. Średniaki, zamiast słuchać skostniałego radia, słuchają Eski, ściągają zagraniczne MP3 i robią kiepskie zrzynki z Anglosasów. Nawet najdrobniejsze przebłyski geniuszu przechodzą bez echa i zaszywają się w podziemiu, bo radia wolą hamować recesję w Stanach, niż przejmować się losami młodych Polaków. Albo, ku czci przeklętej NOSTALGII, uciekać w przykurzone starocie. Ile można, pytam. Ile można.

sobota, 13 września 2008, bekonowicz